← Wróć do analiz
THRESHOLD Briefs

Eskalacja krok po kroku: jak X+1 może stać się wojną, której nikt nie planował

Dlaczego niewielkie, racjonalne z osobna odpowiedzi mogą wspólnie przekroczyć próg bezpośredniego starcia.

Publikacja: 2026-09-09Aktualizacja: 2026-09-2350 min czytaniaPewność oceny: Wysoka
Ilustracja analizy: Eskalacja krok po kroku: jak X+1 może stać się wojną, której nikt nie planował

Najgroźniejszy scenariusz bezpośredniej konfrontacji Rosji z NATO nie musi zaczynać się od decyzji o rozpoczęciu wojny. Może zacząć się od decyzji, która w chwili jej podejmowania wydaje się ograniczona, racjonalna i bezpieczna.

14 września 2026 roku włoski myśliwiec wykonujący misję NATO zestrzelił nad Litwą drona, który wleciał w jej przestrzeń powietrzną od strony Białorusi. Początkowo podejrzewano, że był to rosyjski Geran-2. Późniejsze doniesienia wskazywały na możliwość, że chodziło o Gerberę — tańszą konstrukcję używaną przez Rosję między innymi jako wabik dla ukraińskiej obrony powietrznej. Litewskie władze badały pochodzenie urządzenia, jego wyposażenie i okoliczności przekroczenia granicy. Samo zestrzelenie nie przesądzało, czy lot nad Litwą był zamierzony.

Niemal równolegle duńskie władze poinformowały o innym incydencie. Według duńskich sił zbrojnych rosyjska fregata wystrzeliła 14 września dwie flary w kierunku śmigłowca Fennec, który prowadził rutynową obserwację okrętu nad wodami międzynarodowymi w pobliżu Gedser. Jedna z flar minęła maszynę w niewielkiej odległości. Rosja zakwestionowała duńską ocenę wydarzenia, zarzucając załodze śmigłowca niebezpieczne manewry.

W kolejnych dniach Polska uruchamiała lotnictwo wojskowe i podnosiła gotowość naziemnych systemów obrony powietrznej w związku z rosyjskimi uderzeniami na Ukrainę. Po operacjach z 17 i 19 września polskie wojsko informowało, że nie doszło do naruszenia przestrzeni powietrznej RP.

Żadne z tych wydarzeń samo w sobie nie oznacza wojny Rosji z NATO. Nie musi nawet oznaczać świadomej rosyjskiej próby wywołania kryzysu. Pokazują jednak warunki, w których rosyjskie i natowskie siły prowadzą działania wojskowe w niewielkiej odległości od siebie. Są uzbrojone, część decyzji musi być podejmowana szybko, a żadna ze stron nie dysponuje pełną wiedzą o zamiarach, rozkazach i ograniczeniach obowiązujących po drugiej stronie.

W takich warunkach pytanie o to, czy Rosja albo NATO chcą wojny, pozostaje ważne, ale przestaje wystarczać do oceny ryzyka. Równie istotne staje się pytanie, czy obie strony zachowują zdolność zatrzymania procesu, zanim konsekwencje wcześniejszych działań zaczną zawężać wybór dostępny przy podejmowaniu kolejnych decyzji.

Si vis pacem, para bellum

W potocznym języku eskalacja często oznacza zwiększenie przemocy. W strategii pojęcie jest szersze. Obejmuje zmianę intensywności, zakresu, charakteru albo warunków konfrontacji w sposób, który może wpłynąć na ocenę kosztów, ryzyka i możliwych korzyści po drugiej stronie.

Eskalacją może być zwiększenie skali używanej siły, rozszerzenie geograficznego obszaru konfliktu, wejście w nową domenę, podniesienie gotowości wojskowej albo zastosowanie środka, którego wcześniej celowo nie używano. Można również eskalować bez bezpośredniego zwiększania skali przemocy, podnosząc ryzyko dalszego, niekontrolowanego rozwoju konfrontacji. Samo przesunięcie uzbrojonych sił bliżej przeciwnika, skrócenie czasu reakcji albo wprowadzenie bardziej agresywnych reguł użycia broni może sprawić, że kolejny incydent będzie trudniejszy do opanowania, nawet jeśli w chwili podejmowania tych działań nikt nie planuje ataku.

Warto dlatego rozróżnić dwa mechanizmy, które w rzeczywistym kryzysie często występują jednocześnie. Pierwszy ma charakter zamierzony: jeden z uczestników konfrontacji celowo zwiększa presję, przesuwając wojska, podnosząc ich gotowość, rozszerzając zakres prowadzonych działań albo demonstrując nową zdolność, aby wpłynąć na zachowanie drugiej strony.

Si vis pacem, para bellum

Drugi mechanizm nie wymaga zamiaru eskalacji. Większa liczba wojsk, samolotów, okrętów i systemów uzbrojenia działających blisko siebie oznacza więcej sytuacji, w których błąd, awaria, niewłaściwa interpretacja albo decyzja lokalnego dowódcy może stworzyć problem wymagający reakcji na wyższym szczeblu.

Oba procesy mogą się wzajemnie wzmacniać. Strona konfrontacji może celowo zwiększyć presję, aby osiągnąć określony efekt polityczny lub wojskowy, a jednocześnie — bez takiego zamiaru — zwiększyć liczbę zdarzeń, których dalszego przebiegu nie będzie już w pełni kontrolować.

Co istotne, eskalacja nie musi służyć rozpoczęciu większej wojny. Może zostać zastosowana właśnie po to, aby jej uniknąć: podnieść przeciwnikowi koszt dalszego działania na tyle, by uznał wycofanie się, zmianę kursu albo podjęcie negocjacji za rozwiązanie bezpieczniejsze od dalszej konfrontacji.

To nie jest wyłącznie zachodnia konstrukcja teoretyczna. Michael Kofman, Anya Fink i Jeffrey Edmonds w analizie rosyjskiej myśli wojskowej dla CNA opisują rozwijany przez dekady rosyjski model strategic deterrence — strategicznego odstraszania rozumianego szerzej niż samo odstraszanie nuklearne. Obejmuje on demonstracje siły, podnoszenie gotowości, rozmieszczanie wojsk, groźby uderzeń oraz możliwość stopniowego zadawania kosztów po to, aby wpłynąć na zachowanie przeciwnika, ograniczyć eskalację albo zakończyć konflikt na akceptowalnych warunkach. Autorzy przestrzegają zarazem przed popularnym uproszczeniem sprowadzającym całość rosyjskiej strategii do sloganu „eskalować, aby deeskalować”.
Żródło: CNA: Russian Strategy for Escalation Management

Mechanizm działa jednak tylko wtedy, gdy presja wywołuje pożądaną reakcję. Jeżeli przeciwnik zamiast ustąpić odpowiada własnym zwiększeniem presji, proces zaczyna zmieniać warunki, w których obie strony podejmują kolejne decyzje.

Granica, której nie widać przed przekroczeniem

Nie trzeba próbować odgadywać psychologii Władimira Putina, żeby badać rosyjską gotowość do podejmowania ryzyka. Można obserwować działania, dokumenty strategiczne i wcześniejsze przypadki, w których rosyjskie kierownictwo stosowało siłę albo groźbę jej użycia jako narzędzie polityczne.

W przemówieniu na Monachijskiej Konferencji Bezpieczeństwa w 2007 roku Putin otwarcie zakwestionował kształt porządku bezpieczeństwa powstałego po zimnej wojnie, krytykując między innymi dominację Stanów Zjednoczonych i rozszerzenie NATO. Samo przemówienie nie było zapowiedzią przyszłych wojen, ale stanowiło publiczne przedstawienie coraz bardziej konfrontacyjnej rosyjskiej interpretacji europejskiego ładu bezpieczeństwa.
Żródło: Putin’s Munich speech, 2007

Rok później wybuchła wojna z Gruzją. Jej bezpośredni początek wymaga precyzyjnego opisania, ponieważ późniejsza polityczna narracja często upraszcza odpowiedzialność jednej albo drugiej strony. Abchazja i Osetia Południowa pozostawały nierozwiązanymi konfliktami od rozpadu Związku Radzieckiego; Rosja odgrywała w nich jednocześnie rolę patrona separatystycznych władz i formalnego uczestnika mechanizmów pokojowych. W 2008 roku liczba incydentów i prowokacji rosła po obu stronach.

Niezależna międzynarodowa misja ustalająca fakty, powołana przez Unię Europejską, stwierdziła, że ostrzał Cchinwali przez gruzińskie siły w nocy z 7 na 8 sierpnia zapoczątkował fazę otwartej wojny na dużą skalę i że użycie ciężkiej artylerii nie spełniało wymogów konieczności i proporcjonalności. Jednocześnie raport podkreślał, że był to kulminacyjny punkt długiego okresu narastających napięć, incydentów i prowokacji, a odpowiedzialności za cały konflikt nie można sprowadzić do jednej nocy. Rosyjska odpowiedź szybko wykroczyła daleko poza Osetię Południową: rosyjskie wojska weszły głęboko na terytorium Gruzji, a skala części późniejszych działań również nie znajdowała uzasadnienia w prawie międzynarodowym.

12 sierpnia dzięki mediacji Unii Europejskiej uzgodniono sześciopunktowy plan zawieszenia broni. Niedługo później Rosja uznała niepodległość Abchazji i Osetii Południowej; Unia Europejska nadal traktuje oba obszary jako części Gruzji znajdujące się pod rosyjską kontrolą.

Przypadek Gruzji pokazuje istotną różnicę między datą rozpoczęcia otwartej wojny a początkiem procesu, który do niej prowadzi. Pierwszą można wskazać stosunkowo precyzyjnie. Drugi powstaje z wielu wcześniejszych decyzji, prowokacji, zmian gotowości i błędnych ocen zamiarów drugiej strony.

Niepewność jako narzędzie

Po ucieczce z Kijowa ówczesnego prezydenta Ukrainy Wiktora Janukowycza w lutym 2014 roku na Krymie pojawili się żołnierze bez oznaczeń identyfikacyjnych. 27 lutego zajęli oni między innymi budynki parlamentu i rządu Autonomicznej Republiki Krymu. Europejski Trybunał Praw Człowieka ustalił później, że od tego dnia Rosja sprawowała nad półwyspem efektywną kontrolę. Orzecznictwo ETPC dotyczące Krymu i Ukrainy

Pod kontrolą sił, których obecność zasadniczo zmieniła sytuację polityczną na półwyspie, krymski parlament powołał nowy rząd i przyspieszył przygotowania do referendum dotyczącego przyszłego statusu Krymu. Głosowanie przeprowadzono 16 marca. Wyborcy otrzymali dwa warianty: przyłączenie Krymu do Federacji Rosyjskiej albo przywrócenie konstytucji Krymu z 1992 roku i pozostanie części Ukrainy na zmienionych zasadach. Nie przewidziano możliwości zachowania istniejącego status quo.

Zgromadzenie Ogólne ONZ przyjęło następnie rezolucję 68/262, w której stwierdziło, że referendum nie ma mocy prawnej i nie może stanowić podstawy zmiany statusu Krymu ani Sewastopola. 18 marca Rosja podpisała porozumienie o włączeniu półwyspu do Federacji Rosyjskiej.
Żródło: UN: Territorial Integrity of Ukraine, Resolution 68/262

Równolegle kryzys rozszerzał się na wschodnią Ukrainę. W Donbasie prorosyjskie formacje zbrojne przejmowały budynki administracji i kolejne obszary. ETPC ustalił później ponad rozsądną wątpliwość obecność rosyjskiego personelu wojskowego w Donbasie już od kwietnia 2014 roku, dostarczanie separatystom uzbrojenia i sprzętu na znaczną skalę oraz dużą obecność regularnych rosyjskich sił najpóźniej od sierpnia. Trybunał uznał, że od 11 maja 2014 roku obszary kontrolowane przez separatystów znajdowały się pod efektywną kontrolą Federacji Rosyjskiej.
Żródło: ECHR: Ukraine and the Netherlands v. Russia

Z punktu widzenia eskalacji szczególnie interesująca była początkowa niejednoznaczność. Zanim zaatakowane państwo może zdecydować o odpowiedzi, musi najpierw ustalić, co właściwie się wydarzyło i na jakie działanie ma odpowiadać. W przypadku Krymu nie chodziło wyłącznie o identyfikację ludzi z bronią. Trzeba było ocenić, czy mamy do czynienia z lokalnym buntem, działaniem wspieranych z zewnątrz formacji, rosyjską operacją wojskową czy kombinacją tych elementów; kto wydaje rozkazy; jaki jest zakres rosyjskiego zaangażowania; czy operacja ma ograniczony cel, czy jest początkiem czegoś większego.

Taka niejednoznaczność ma znaczenie strategiczne, ponieważ opóźnia moment, w którym przeciwnik może zbudować spójną ocenę sytuacji i uzgodnić odpowiedź. Różni uczestnicy kryzysu dysponują innymi fragmentami informacji i mogą inaczej interpretować te same wydarzenia. Rząd zaatakowanego państwa musi jednocześnie unikać dwóch błędów: zbyt słabej reakcji na rzeczywistą operację przeciwnika oraz zbyt silnej reakcji na wydarzenie, którego charakteru jeszcze nie rozumie.

Powstaje w ten sposób militarna szara strefa, czyli obszar działań z użyciem sił zbrojnych, środków wojskowych lub groźby ich użycia, prowadzonych w sposób, który utrudnia jednoznaczne rozpoznanie sprawcy, charakteru operacji albo granicy między presją a otwartą wojną. Sprawca może obserwować reakcje przeciwnika, modyfikować własne działania, zwiększać albo zmniejszać ich intensywność i korzystać z czasu potrzebnego drugiej stronie na ustalenie, co właściwie się dzieje. Niejednoznaczność nie pozwala działać bez kosztów, ale może opóźnić polityczną i wojskową konsolidację odpowiedzi.

Nie oznacza to, że wojna z Gruzją w 2008 roku, zajęcie Krymu i rosyjskie zaangażowanie w Donbasie w 2014 roku oraz pełnoskalowa inwazja na Ukrainę w 2022 roku były kolejnymi etapami jednego, z góry założonego planu Putina. Były to działania prowadzone w różnych warunkach, przy różnych celach bezpośrednich i z użyciem różnych instrumentów.

Wspólny element znajduje się gdzie indziej. W każdym z tych przypadków rosyjskie kierownictwo było gotowe wykorzystać siłę militarną, groźbę jej użycia albo niejednoznaczność dotyczącą zakresu rosyjskiego zaangażowania do wymuszenia zmiany istniejącej sytuacji politycznej lub bezpieczeństwa.

Pod koniec 2021 roku Rosja połączyła dużą koncentrację wojsk wokół Ukrainy z żądaniami daleko idącej przebudowy europejskiego systemu bezpieczeństwa. NATO odrzuciło możliwość ograniczenia prawa państw do wyboru własnych sojuszy oraz stworzenia w praktyce dwóch kategorii członków Sojuszu, ale proponowało rozmowy o kontroli zbrojeń, przejrzystości ćwiczeń, zapobieganiu incydentom oraz wojskowych i cywilnych kanałach komunikacji.
Żródło: NATO: Written proposals conveyed to Russia, January 2022

Dlatego użyteczny model rosyjskiej kalkulacji nie musi brzmieć: „czy Putin chce wojny z NATO?”. Bardziej analityczne pytanie brzmi: czy rosyjskie kierownictwo może uznać, że poprzez stopniowe zwiększanie kosztu i ryzyka zdoła skłonić przeciwnika do zachowania, którego nie udałoby się osiągnąć samą dyplomacją?

Możemy szukać odpowiedzi na to pytanie, analizując rosyjskie działania, dokumenty strategiczne, wcześniejsze reakcje na opór przeciwnika oraz sposób, w jaki Moskwa zmieniała presję w poprzednich kryzysach. Nie wymaga to zgadywania, co Putin myśli przed snem.

Czerwone linie nie są liniami

Strategia oparta na stopniowym zwiększaniu presji ma zasadniczą słabość. Żeby wiedzieć, jak daleko można się posunąć, trzeba prawidłowo ocenić granicę, po której przekroczeniu przeciwnik uzna dalszą powściągliwość za bardziej niebezpieczną niż odpowiedź.

Taka granica rzadko jest wcześniej dokładnie znana. Czasem przeciwnik celowo jej nie ujawnia; czasem nie potrafi jej precyzyjnie zadeklarować, ponieważ reakcja będzie zależała od okoliczności przyszłego kryzysu; czasem sam nie wie, gdzie będzie przebiegała, dopóki nie zostanie postawiony przed konkretną sytuacją.

Czerwone linie wojny

Państwa celowo pozostawiają znaczną część swoich czerwonych linii nieprecyzyjnymi. Gdyby NATO poinformowało przeciwnika, że zaakceptuje każde działanie aż do dokładnie określonego punktu, stworzyłoby jednocześnie instrukcję pozwalającą działać tuż poniżej niego. Zbyt duża niejednoznaczność rodzi jednak odwrotne ryzyko: przeciwnik może uznać, że również następny krok nie wywoła zdecydowanej reakcji.

Działanie, które nie spotkało się z oczekiwaną odpowiedzią, staje się więc informacją wykorzystywaną przy planowaniu następnego. Nie dowodzi, że kolejny krok również będzie bezpieczny — sytuacja, percepcja zagrożenia i polityczna tolerancja przeciwnika mogą się zmienić — ale może skłaniać decydentów do przesuwania przyjętej granicy ryzyka.

W tym miejscu szczególnie użyteczne staje się pojęcie brinkmanship, rozwinięte przez amerykańskiego ekonomistę i teoretyka strategii Thomasa Schellinga. Punktem wyjścia jest problem wiarygodności groźby. Jeżeli jej wykonanie oznaczałoby katastrofę również dla strony, która ją formułuje, przeciwnik może rozsądnie wątpić, czy rzeczywiście zostanie spełniona.

Schelling zwracał jednak uwagę, że nacisk nie musi opierać się na wiarygodnej obietnicy świadomego rozpoczęcia katastrofy. Można stworzyć sytuację, w której rośnie prawdopodobieństwo, że dalszy rozwój kryzysu nie będzie już całkowicie zależał od jednej późniejszej, spokojnie podjętej decyzji politycznej. Więcej sił znajduje się w gotowości, dowódcy otrzymują szersze uprawnienia, skraca się czas reakcji, rośnie możliwość wypadku lub błędnej interpretacji, a presja polityczna utrudnia wycofanie się z wcześniejszych deklaracji.

Schelling określał ten mechanizm jako threat that leaves something to chance — groźbę pozostawiającą część dalszego przebiegu wydarzeń przypadkowi. „Przypadek” nie oznacza jednak automatycznej wojny. Nawet po wypadku, fałszywym alarmie czy nieautoryzowanym działaniu nadal istnieją ludzie podejmujący decyzje. Niepewność bierze się raczej z tego, że wraz z rozwojem kryzysu żaden uczestnik nie kontroluje wszystkich zmiennych wpływających na następny wybór.

W ten sposób samo ryzyko może stać się elementem przymusu. Jedna strona nie stawia przeciwnika wyłącznie przed wyborem „ustąp albo zrobię X”. Może tworzyć sytuację, w której dalsza odmowa ustępstwa oznacza dla obu stron funkcjonowanie w coraz mniej przewidywalnym systemie, w którym konsekwencje błędu stają się coraz większe.

Kryzys kubański jest szczególnie użytecznym przypadkiem do analizy właśnie dlatego, że pozwala zobaczyć ten mechanizm nie jako abstrakcyjną teorię, lecz jako serię rzeczywistych decyzji podejmowanych przez dwa mocarstwa dysponujące bronią jądrową.

Kuba: [nie taki] prosty kryzys

W uproszczonej wersji historii Związek Radziecki umieścił rakiety nuklearne na Kubie, Stany Zjednoczone je odkryły, prezydent USA John F. Kennedy przeciwstawił się radzieckiemu przywódcy Nikicie Chruszczowowi, a Moskwa ostatecznie ustąpiła.

Ten opis zawiera prawdziwe elementy, ale retrospektywnie porządkuje wydarzenia znacznie bardziej, niż były uporządkowane dla ludzi podejmujących decyzje w październiku 1962 roku. Kennedy i Chruszczow nie znali przyszłego zakończenia kryzysu. Nie posiadali pełnej informacji o siłach przeciwnika, nie kontrolowali wszystkich działań własnych struktur wojskowych i nie mogli mieć pewności, jak zostanie zinterpretowany kolejny ruch.
Żródło: US Department of State: The Cuban Missile Crisis

Po odkryciu radzieckich rakiet administracja Kennedy’ego rozważała kilka istotnych wariantów reakcji, z których każdy wiązał się z poważnym kosztem albo ryzykiem. Można było tolerować rozmieszczenie rakiet i odpowiedzieć środkami politycznymi lub dalszym wzmocnieniem odstraszania. Można było przeprowadzić uderzenie lotnicze na instalacje, nie mając pewności, że wszystkie zostały odnalezione i zostaną zniszczone. Szersza operacja powietrzna oznaczała atak także na radziecką obronę przeciwlotniczą i prawdopodobnie śmierć radzieckich żołnierzy. Rozważano również inwazję na Kubę, która dawała największą możliwość fizycznego usunięcia zagrożenia, ale zarazem tworzyła największe ryzyko bezpośredniej wojny z ZSRR. Departament Stanu USA: przebieg kryzysu kubańskiego

Kennedy wybrał rozwiązanie pośrednie: morską „kwarantannę” Kuby. Stany Zjednoczone rozmieściły okręty na liniach przechwycenia i zapowiedziały zatrzymywanie statków zmierzających na wyspę w celu niedopuszczenia do dalszych dostaw ofensywnego uzbrojenia. Statek przewożący taki ładunek miał zostać zawrócony. Nie była to pełna blokada odcinająca Kubę od całego handlu; początkowo ograniczono ją do ofensywnego wyposażenia wojskowego. Termin „kwarantanna” miał również znaczenie prawne i polityczne: Waszyngton unikał określenia „blokada”, tradycyjnie kojarzonego z aktem wojny.

Ten wybór jest szczególnie interesujący z punktu widzenia zarządzania eskalacją. Kwarantanna była rzeczywistym działaniem wojskowym służącym narzuceniu ograniczenia, ale nie rozstrzygała od razu, czy dojdzie do bezpośredniego starcia. Następna decyzja w znacznym stopniu przechodziła na stronę radziecką: statki mogły kontynuować rejs i ryzykować przechwycenie, zatrzymać się albo zawrócić.

Kwarantanna nie usuwała rakiet znajdujących się już na Kubie i sama nie rozwiązywała kryzysu. Zmieniała natomiast jego tempo. W przeciwieństwie do nalotu nie powodowała natychmiastowej śmierci radzieckich żołnierzy i nie wymagała od Moskwy podjęcia w ciągu minut decyzji o odpowiedzi na amerykański atak. Tworzyła presję, ale jednocześnie pozostawiała czas na komunikację i możliwość zmiany kursu bez natychmiastowego wejścia w otwartą wojnę.

Istotą kontrolowanej eskalacji w tym przypadku nie była więc łagodność działania, lecz próba zwiększenia presji w sposób pozostawiający przeciwnikowi alternatywę wobec militarnej odpowiedzi. Stany Zjednoczone podnosiły koszt kontynuowania radzieckiej operacji, zachowywały możliwość dalszej eskalacji, ale nie odbierały Chruszczowowi możliwości zatrzymania statków, rozpoczęcia negocjacji albo szukania innego rozwiązania.

Czarna sobota

27 października, w dniu nazwanym później „czarną sobotą”, amerykański samolot rozpoznawczy U-2 został zestrzelony nad Kubą. Zginął pilot, major amerykańskich sił powietrznych Rudolf Anderson. Decyzja o otwarciu ognia nie była rezultatem bezpośredniego rozkazu Chruszczowa wydanego w ramach planu eskalacji kryzysu. Tymczasem w Waszyngtonie trwały przygotowania do możliwego ataku na Kubę.
Żródło: US Department of State: The Cuban Missile Crisis

Czarna sobota

Tego samego dnia amerykańskie okręty próbowały zmusić do wynurzenia radziecki okręt podwodny B-59, używając niewielkich ładunków sygnalizacyjnych. Załoga znajdowała się w bardzo trudnych warunkach: okręt miał problemy z łącznością, wyczerpywały się baterie, a temperatura wewnątrz była bardzo wysoka. B-59 był wyposażony w torpedę z głowicą nuklearną.

Dowódca B-59, kapitan II rangi Walentin Sawicki, uznał sytuację za możliwy atak i rozważano przygotowanie torpedy nuklearnej do użycia. Na pokładzie znajdował się również szef sztabu 69. Brygady Okrętów Podwodnych, kapitan II rangi Wasilij Archipow, który odegrał istotną rolę w przekonaniu Sawickiego, że amerykańskie działania służą sygnalizacji i wymuszeniu wynurzenia, a nie rozpoczęciu wojny. Popularne stwierdzenie, że „jeden człowiek uratował świat”, upraszcza bardziej złożony proces decyzyjny, ale dokumentacja potwierdza, że możliwość użycia torpedy nuklearnej była traktowana poważnie.

Amerykańscy planiści nie wiedzieli również, jak wiele taktycznej broni jądrowej znajdowało się już na Kubie. Radziecki plan rozmieszczenia obejmował między innymi 80 głowic przeznaczonych dla pocisków manewrujących FKR-1. Dokumenty ujawnione po zimnej wojnie wskazują, że 26 października część głowic przemieszczono do jednostek, a następnego dnia broń była gotowa do użycia. Amerykański wywiad w czasie kryzysu nie wiedział o obecności tych głowic.

Zmienia to sposób rozumienia kryzysu. Ewentualna amerykańska inwazja nie prowadziłaby po prostu do starcia sił konwencjonalnych, po którym przywódcy obu mocarstw spokojnie zdecydowaliby, czy przejść na kolejny poziom. Mogła uruchomić sytuacje, o których jedna ze stron nie wiedziała i nad którymi przywódcy w Waszyngtonie i Moskwie nie mieli pełnej kontroli.

Każdy uczestnik podejmował więc decyzje na podstawie innego fragmentu tej samej rzeczywistości. Brakujące elementy zastępował założeniami dotyczącymi intencji, możliwości i prawdopodobnych reakcji przeciwnika.

Drugi obieg kryzysu

Jednocześnie z publiczną konfrontacją trwały rozmowy, których opinia publiczna nie widziała. Wieczorem 27 października amerykański prokurator generalny Robert F. Kennedy — brat prezydenta i jeden z jego najbliższych doradców — spotkał się z ambasadorem Związku Radzieckiego w USA Anatolijem Dobryninem.

Kennedy przekazał, że czas na rozwiązanie kryzysu się kończy. W rozmowie pojawiła się również kwestia amerykańskich rakiet Jupiter rozmieszczonych w Turcji. Waszyngton nie zgadzał się na publiczną wymianę „Kuba za Turcję”, która wyglądałaby jak ustępstwo wymuszone radziecką presją, ale zakulisowo przekazano Moskwie, że Jupitery zostaną usunięte w ciągu kilku miesięcy, pod warunkiem że nie stanie się to częścią publicznego porozumienia.

28 października Chruszczow ogłosił zgodę na demontaż radzieckich rakiet na Kubie. Stany Zjednoczone publicznie zobowiązały się do nieprzeprowadzania inwazji na wyspę, a Jupitery zostały później usunięte z Turcji.
Żródło: US Department of State: The Cuban Missile Crisis

Publiczna presja i zakulisowe poszukiwanie kompromisu nie były więc sprzecznymi strategiami. Pełniły różne funkcje: pierwsza miała utrzymać wiarygodność stanowiska i zdolność do dalszego nacisku, druga pozwalała dokładniej ustalić rzeczywiste granice ustępstw i znaleźć rozwiązanie, którego żadna ze stron nie musiała przedstawiać własnej opinii publicznej jako kapitulacji.

Milcz, kiedy mówisz

Nie wynika z tego, że podczas każdego współczesnego kryzysu Rosja–NATO istnieje tajny kanał komunikacji, którego po prostu nie znamy. Brak publicznej informacji nie jest dowodem na istnienie zakulisowych rozmów. Nie jest jednak również dowodem ich braku. W kryzysie państwa mogą ograniczać publiczne wypowiedzi, a jednocześnie przekazywać sobie informacje, ostrzeżenia lub propozycje za pośrednictwem dyplomatów, dowódców wojskowych, służb albo osób działających jako nieformalni pośrednicy.

Milcz kiedy mówisz

Taka komunikacja nie musi służyć negocjowaniu porozumienia. Czasem jej zadaniem jest znacznie skromniejsze, ale równie ważne działanie: wyjaśnienie, że określony ruch wojskowy ma charakter obronny; przekazanie, gdzie kończy się planowana operacja; ustalenie, czy incydent był zamierzony; albo upewnienie się, że ostrzeżenie dotarło do osoby mogącej wpłynąć na dalsze działania. Nie każda wymiana prowadzi do zbliżenia stanowisk. Może jednak zmniejszyć ryzyko, że jedna strona podejmie decyzję na podstawie błędnego wyobrażenia o zamiarach drugiej.

Kryzys kubański dostarcza przykładu komunikacji prowadzonej nie tylko poza kamerami, lecz również poza zwykłą drogą oficjalnych negocjacji. 26 października 1962 roku Aleksandr Fomin, pracownik ambasady ZSRR w Waszyngtonie, spotkał się z Johnem Scalim, dziennikarzem amerykańskiej telewizji ABC. Fomin przedstawił możliwość rozwiązania kryzysu: demontaż radzieckich instalacji rakietowych na Kubie w zamian za amerykańskie zobowiązanie do nieprzeprowadzania inwazji na wyspę. Scali przekazał tę propozycję amerykańskim urzędnikom, a następnie wrócił do Fomina z sygnałem, że Waszyngton widzi możliwość rozmów, ale czasu pozostaje bardzo mało. Zachowane dokumenty pokazują, że Fomin dopytywał, czy odpowiedź pochodzi z wysokiego szczebla, a Scali potwierdzał, że tak.

Ten kanał nie zastępował oficjalnych listów wymienianych przez Kennedy’ego i Chruszczowa ani późniejszego spotkania Roberta Kennedy’ego z Anatolijem Dobryninem. Pozwalał jednak sprawdzić możliwość kompromisu, zanim obie strony publicznie zobowiążą się do określonego stanowiska. W warunkach kryzysu takie rozpoznanie ma wartość samą w sobie: propozycję można doprecyzować, odrzucić lub zmodyfikować bez natychmiastowego przekształcania jej w publiczne ultimatum. Jednocześnie nieformalny pośrednik stwarza własny problem — druga strona musi ocenić, czy rzeczywiście przekazuje stanowisko osób uprawnionych do podjęcia decyzji.

Inną funkcję pełni komunikacja wojskowa, której celem nie jest rozwiązanie całego konfliktu, lecz zapobieganie niezamierzonemu starciu. W marcu 2022 roku, już po rozpoczęciu pełnoskalowej rosyjskiej inwazji na Ukrainę, Pentagon potwierdził uruchomienie dwustronnej linii służącej zapobieganiu incydentom między siłami Stanów Zjednoczonych i Rosji. Amerykański resort obrony informował, że linia była regularnie testowana i że rosyjska strona odbierała połączenia. Nie oznaczało to porozumienia politycznego ani akceptacji rosyjskich działań na Ukrainie. Oznaczało utrzymywanie technicznej możliwości rozmowy na wypadek sytuacji, w której działania obu sił mogłyby doprowadzić do bezpośredniego kontaktu. Był to kanał amerykańsko-rosyjski, a nie linia działająca w imieniu całego NATO.

W październiku tego samego roku ówczesny sekretarz obrony USA Lloyd Austin rozmawiał telefonicznie z rosyjskim ministrem obrony Siergiejem Szojgu. Według opublikowanego przez Pentagon komunikatu Austin sprzeciwił się wykorzystywaniu pretekstów do eskalacji i podkreślił znaczenie utrzymywania łączności w czasie wojny. Sam fakt rozmowy nie dowodzi, że strony osiągnęły porozumienie w jakiejkolwiek sprawie. Pokazuje jednak, że przekazanie ostrzeżenia przeciwnikowi i utrzymanie możliwości kolejnego kontaktu może być uznawane za potrzebne nawet wtedy, gdy zasadniczy konflikt polityczny i wojskowy pozostaje nierozwiązany.

Jeszcze inny przykład daje Gruzja. Wzdłuż administracyjnej linii rozgraniczenia z Osetią Południową działa mechanizm zapobiegania incydentom i reagowania na nie, wspierany przez misję obserwacyjną Unii Europejskiej oraz OBWE. Towarzyszy mu zarządzana przez unijną misję gorąca linia, umożliwiająca szybki kontakt w sprawach bezpieczeństwa i zdarzeń dotyczących mieszkańców terenów przygranicznych. Podczas spotkań mechanizmu omawiano między innymi zatrzymania, ograniczenia swobody przemieszczania się i działania służb bezpieczeństwa. W komunikatach misji podkreślano znaczenie szybkiej wymiany informacji przez gorącą linię dla wyjaśniania incydentów i ograniczania napięć.
Żródło: European Union Monitoring Mission in Georgia

W tym przypadku nie chodzi o tajną dyplomację mocarstw ani negocjowanie zakończenia konfliktu. Chodzi o możliwość zadania prostego pytania, zanim lokalne zdarzenie nabierze większego znaczenia: co stało się z zatrzymaną osobą, dlaczego pojawiły się uzbrojone służby, czy doszło do zmiany sytuacji w terenie? Nie każda odpowiedź musi być satysfakcjonująca. Sama możliwość szybkiego kontaktu zmniejsza jednak zależność od pogłosek, jednostronnych komunikatów i najgorszych założeń.

NATO oficjalnie deklaruje gotowość do utrzymywania kanałów komunikacji z Moskwą w celu ograniczania ryzyka i zapobiegania eskalacji, mimo głębokiego pogorszenia stosunków po rosyjskiej inwazji na Ukrainę. Nie pozwala to ustalić, czy, kiedy i z jakim skutkiem odbywają się konkretne niepubliczne rozmowy podczas danego incydentu. Nie należy również utożsamiać kanałów poszczególnych państw sojuszniczych z komunikacją prowadzoną w imieniu całego NATO.
Żródło: NATO: Relations with Russia

Z perspektywy obserwatora najtrudniejsze jest to, że skuteczna komunikacja zakulisowa może nie pozostawić natychmiastowego publicznego śladu. Strony mogą wyjaśnić sobie intencje, ograniczyć zakres planowanego działania albo uzgodnić sposób zakończenia incydentu, nie ogłaszając, że doszło do rozmowy. Mogą też rozmawiać i nie osiągnąć niczego. Dlatego publiczna cisza nie jest miarą rzeczywistej przestrzeni deeskalacji. Jest ograniczeniem naszej wiedzy o niej.

Dla THRESHOLD wynika z tego konkretna zasada: należy odróżniać potwierdzone istnienie kanału komunikacji, potwierdzony kontakt między stronami oraz potwierdzony rezultat takiego kontaktu. To trzy różne informacje. Nie wolno wnioskować o zakulisowym porozumieniu z samego faktu, że po incydencie napięcie osłabło; nie wolno też uznawać braku publicznej rozmowy za dowód, że strony utraciły możliwość wzajemnego przekazywania sygnałów.

Kiedy wiedza przychodzi za późno

Niejednoznaczność daje czas stronie wykonującej ruch, ale odbiera go stronie próbującej zrozumieć, jak odpowiedzieć. Problem staje się szczególnie poważny wtedy, gdy czas potrzebny do uzyskania wystarczającej wiedzy jest dłuższy niż czas dostępny na decyzję wojskową.

Dobrze pokazał to incydent w Przewodowie w listopadzie 2022 roku. Eksplozja na terytorium Polski zabiła dwie osoby w chwili, gdy Rosja prowadziła duży atak rakietowy na Ukrainę. Pierwszym zadaniem nie było natychmiastowe wybranie odpowiedzi NATO, lecz ustalenie, co właściwie spadło na polskie terytorium. Ówczesny sekretarz generalny NATO Jens Stoltenberg informował następnego dnia, że wstępna analiza wskazywała na ukraiński pocisk obrony powietrznej i że nie było oznak świadomego rosyjskiego ataku na NATO.
Żródło: NATO: Explosion in eastern Poland, November 2022

To rozróżnienie ma zasadnicze znaczenie. Informacja o tym, co się wydarzyło, nie jest jeszcze pełną informacją o tym, dlaczego się wydarzyło. Pochodzenie obiektu, intencja jego użycia, wiedza dowództwa, charakter awarii lub zakłócenia, liczba podobnych incydentów i zachowanie strony po zdarzeniu mogą prowadzić do zupełnie różnych ocen tego samego fizycznego skutku.

W sytuacji niepewności każda odpowiedź staje się jednocześnie komunikatem. Brak reakcji może zostać odczytany jako ostrożność albo słabość. Ograniczona reakcja — jako próba przywrócenia granicy albo początek większej operacji. Podniesienie gotowości — jako działanie obronne albo przygotowanie do uderzenia. Im mniej informacji posiada przeciwnik, tym większą rolę odgrywają jego wcześniejsze założenia dotyczące naszych intencji.

X + 1 ≠ X₊₁

THRESHOLD opisuje ten rodzaj dynamiki jako mechanizm X → X+1. Nie oznacza on prognozy, że po konkretnym wydarzeniu automatycznie nastąpi następne. Chodzi o coś innego: każde X zmienia warunki, w których obie strony będą interpretować kolejne zdarzenie i wybierać odpowiedź.

Wyobraźmy sobie rosyjskiego drona, który wlatuje głęboko w przestrzeń państwa NATO i zostaje zestrzelony. W pierwszych godzinach nie wiadomo jeszcze, czy jego obecność była rezultatem zaplanowanego lotu, błędu nawigacyjnego, działania systemów walki elektronicznej czy celowej próby sprawdzenia reakcji Sojuszu.

NATO nie musi odpowiadać atakiem na Rosję. Może podjąć działania mające zmniejszyć ryzyko powtórzenia incydentu: rozmieścić dodatkowe systemy obrony powietrznej, zwiększyć liczbę patroli, zmienić zasady przechwytywania, przesunąć samoloty albo skrócić czas potrzebny do poderwania dyżurnych maszyn.

Każde z tych działań można racjonalnie uzasadnić jako defensywne. Problem polega na tym, że intencja i zdolność wojskowa są dwiema różnymi rzeczami. Rosyjski sztab nie obserwuje natowskiej intencji bezpośrednio. Obserwuje większą liczbę samolotów, nowe systemy obrony, zmienione procedury, wyższą gotowość i krótszy czas reakcji w pobliżu rosyjskich operacji.

Moskwa musi więc zdecydować, jak te zmiany interpretować. Może uznać je za ograniczoną odpowiedź obronną i nie zmieniać własnego zachowania. Może jednak dojść do wniosku, że NATO tworzy zdolność pozwalającą mu szybciej i skuteczniej działać przeciw rosyjskim siłom, a wobec niepewności co do dalszych zamiarów Sojuszu bezpieczniej będzie podnieść własną gotowość.

Wtedy po stronie NATO pojawia się dokładnie ten sam problem. Rosyjskie systemy przechodzą na wyższy poziom gotowości, część jednostek zmienia pozycje, zwiększa się aktywność lotnictwa albo obrony przeciwlotniczej. Sojusz nie może wiedzieć z samej obserwacji tych ruchów, czy Rosja przygotowuje kolejną prowokację, zabezpiecza się przed spodziewanym atakiem NATO czy jedynie reaguje na zmianę natowskiej postawy.

To jedna z najważniejszych właściwości eskalacji: działanie może być defensywne ze względu na intencję strony, która je podejmuje, i jednocześnie zwiększać ofensywne możliwości widziane przez przeciwnika. Obie strony mogą więc zgodnie z prawdą twierdzić, że reagują na działania drugiej. Problem nie wymaga kłamstwa ani świadomego szukania pretekstu do wojny. Wystarczy, że każda podejmuje decyzję w warunkach niepewności i przyjmuje ostrożne założenie dotyczące tego, co może zrobić przeciwnik.

X nie prowadzi więc mechanicznie do X+1. X zmienia prawdopodobieństwo, koszt i interpretację możliwych X+1. Po pierwszym incydencie większa gotowość, która wcześniej wyglądałaby jak eskalacja, może zostać uznana za rozsądną ostrożność. Po podniesieniu gotowości kolejny incydent będzie jednak oceniany przez system wojskowy działający szybciej, dysponujący większą liczbą uzbrojonych platform i przygotowany do użycia siły w sytuacjach, w których dzień wcześniej być może by jej nie użył.

Eskalacja jako deeskalacja

Wojna rozwijająca się w wyniku takiego procesu nie wymaga serii irracjonalnych decyzji. Szczególnym problemem jest możliwość, że kolejne decyzje będą racjonalne w warunkach stworzonych przez decyzje wcześniejsze.

Po incydencie NATO może uznać, że brak widocznej reakcji zwiększy prawdopodobieństwo jego powtórzenia. Rosja może później uznać, że wycofanie się pod presją natowskiej odpowiedzi zachęci Sojusz do dalszego zwiększania nacisku. Kolejne działania zwiększają liczbę sił znajdujących się w bezpośrednim sąsiedztwie, podnoszą ich gotowość i skracają czas dostępny na ocenę następnego zdarzenia.

Równocześnie zmienia się polityczny koszt wycofania. Jeżeli rząd publicznie zapowiedział odpowiedź na określone działanie, a przeciwnik mimo tego je wykonał, brak reakcji nie jest już powrotem do sytuacji sprzed kryzysu. Staje się nową decyzją, która może zostać zinterpretowana przez przeciwnika, własne społeczeństwo i sojuszników w świetle wcześniejszej deklaracji.

Właśnie dlatego metafora drabiny eskalacyjnej jest użyteczna tylko do pewnego stopnia. Fizyczna drabina zachowuje wszystkie szczeble niezależnie od tego, jak wysoko wejdziemy. Kryzys polityczno-wojskowy działa inaczej. Niektóre decyzje usuwają wcześniejsze możliwości, inne zwiększają koszt powrotu do nich, a jeszcze inne tworzą nowe zobowiązania wobec własnego społeczeństwa, wojska lub sojuszników.

Po wejściu wyżej droga w dół może nadal istnieć, ale nie musi już prowadzić przez te same decyzje, które były dostępne wcześniej.

Od szarej strefy do krawędzi wojny

Poniższa drabina nie jest prognozą ani opisem najbardziej prawdopodobnego scenariusza. Nie jest również oficjalnym modelem NATO ani próbą rekonstrukcji rosyjskiego planu wojny. To model analityczny THRESHOLD służący do pokazania, jak decyzja rozsądna na jednym etapie może zmienić warunki podejmowania następnej.

Szczeble mogą zostać pominięte, proces może się zatrzymać albo cofnąć, a jedno wydarzenie może być przez obie strony przypisane do różnych poziomów. Punktem wyjścia pozostaje trwająca wojna Rosji przeciw Ukrainie. Ukraina nie jest członkiem NATO; Sojusz koordynuje znaczną część pomocy i szkolenia między innymi przez NSATU, działające na terytorium państw sojuszniczych. NATO podkreśla, że takie wsparcie nie czyni go stroną konfliktu, a jednym z deklarowanych celów Sojuszu jest niedopuszczenie do rozszerzenia wojny poza Ukrainę.
Żródło: NATO: Relations with Ukraine

Militarna szara strefa

Poziom 0. Presja hybrydowa

Rosja prowadzi wojnę przeciw Ukrainie, NATO wspiera Ukrainę, ale rosyjskie i natowskie siły nie prowadzą przeciw sobie bezpośrednich działań bojowych. Równolegle istnieje szeroki obszar działań poniżej progu otwartej wojny: cyberataki, sabotaż, operacje wpływu, zakłócenia systemów nawigacji, działania wywiadowcze i inne formy presji. NATO przypisuje część takich działań Rosji, ale nie każde podejrzane wydarzenie w Europie można automatycznie traktować jako element jednej rosyjskiej operacji.
Żródło: NATO: Relations with Russia

Rosyjskie kierownictwo może uznać, że zwiększanie kosztu zachodniego wsparcia dla Ukrainy jest możliwe bez wywoływania odpowiedzi militarnej NATO. Każda reakcja Sojuszu dostarcza jednocześnie informacji o tym, jakie działania wywołują koszty i gdzie może przebiegać granica tolerancji.

NATO odpowiada przede wszystkim wzmacnianiem odporności, kontrwywiadu, cyberobrony i ochrony wschodniej flanki. Po rosyjskich naruszeniach przestrzeni powietrznej Polski we wrześniu 2025 roku Sojusz uruchomił Eastern Sentry, wzmacniając obronę powietrzną i przeciwdronową na wschodniej flance. Z punktu widzenia NATO jest to reakcja defensywna; rosyjskie planowanie wojskowe obserwuje jednak również fizyczny rezultat — nowe zdolności i większą gotowość.

Na tym poziomie przestrzeń deeskalacji jest duża. Rosja może ograniczyć działania bez publicznego przyznania, że je prowadziła, NATO może zachować część środków ochronnych bez atakowania Rosji, a zakulisowe ostrzeżenie może być znacznie bardziej precyzyjne niż publiczna deklaracja.

Poziom 1. Nasilona szara strefa

Incydenty stają się częstsze albo bardziej ryzykowne. Podczas rosyjskiego ataku na Ukrainę pocisk lub uzbrojony dron przekracza granicę NATO i powoduje ofiary lub zniszczenia.

Pierwszym problemem nie jest jeszcze wybór odwetu, lecz ustalenie faktów. Czy obiekt był rosyjski? Czy jego lot był zamierzony? Czy zboczył wskutek awarii lub walki elektronicznej? Czy dowództwo wiedziało o jego trajektorii? Czy w tym samym czasie wystąpiły inne podobne incydenty?

Przewodów w 2022 roku pokazuje, dlaczego ten etap jest istotny. Dwie osoby zginęły na terytorium NATO podczas dużego rosyjskiego ataku na Ukrainę, ale wstępne ustalenia wskazały na ukraiński pocisk obrony powietrznej, a NATO nie znalazło oznak świadomego rosyjskiego ataku.
Żródło: NATO: Explosion in eastern Poland

Artykuł 4 Traktatu Północnoatlantyckiego może w takiej sytuacji uruchomić formalne konsultacje, jeżeli państwo uzna swoją integralność terytorialną, niezależność polityczną lub bezpieczeństwo za zagrożone. Nie jest to „łagodniejszy artykuł 5”; jest mechanizmem konsultacji. NATO: artykuł 4 i proces konsultacji

Najważniejszym narzędziem deeskalacji może być na tym etapie samo ustanowienie wspólnego minimum faktów. Strony nie muszą zgadzać się politycznie, ale im mniej sporna jest fizyczna rekonstrukcja zdarzenia, tym mniejsze ryzyko odpowiedzi na wydarzenie, które każda rozumie inaczej.

Poziom 2. Pierwsze ofiary na terytorium NATO

Drugi podobny incydent byłby trudniejszy do traktowania jako izolowany przypadek. Jeżeli dowody wskazywałyby, że rosyjskie systemy działały prawidłowo, pytanie zaczęłoby się przesuwać z „czy to było celowe?” w stronę „jakie konsekwencje będzie miało ponowne potraktowanie tego jako wypadku?”.

Moskwa mogłaby wyciągnąć wniosek, że NATO bardzo wysoko wycenia uniknięcie bezpośredniej konfrontacji i że ograniczone użycie siły nie powoduje kosztu wystarczającego do zmiany rosyjskiego zachowania. Taki wniosek nie musi być prawidłowy; wystarczy, że rosyjscy decydenci uznają go za prawdopodobny.

Sojusz miałby szeroki zakres odpowiedzi pomiędzy bezczynnością a uderzeniem na Rosję: sankcje, operacje cybernetyczne, dalsze wzmocnienie obrony, publiczne przedstawienie dowodów, przemieszczenia sił oraz precyzyjne ostrzeżenia przekazywane kanałami zakulisowymi. Każde ostrzeżenie tworzy jednak później problem wiarygodności, jeżeli wskazana granica zostanie ponownie przekroczona.

Deeskalacja nadal jest możliwa poprzez obserwowalną zmianę zachowania. Jeżeli Rosja zatrzymuje działania, a NATO pozostawia środki obronne, ale rezygnuje z następnego kroku, obie strony mogą w praktyce odtworzyć granicę bez publicznego uzgadniania wspólnej interpretacji wcześniejszych wydarzeń.

Poziom 3. Ograniczony, trudny do zaprzeczenia atak

Wyobraźmy sobie następnie jednoznaczny, ograniczony rosyjski atak na terytorium NATO, którego nie da się wiarygodnie wyjaśnić awarią albo zboczeniem z kursu. Nadal nie musi to być początek inwazji ani kampanii wojennej.

Rosyjskie kierownictwo może założyć, że ograniczony atak spotka się z ograniczoną odpowiedzią. NATO może z kolei uznać, że właśnie ten pogląd trzeba podważyć, aby odstraszanie zachowało wiarygodność.

Rada Północnoatlantycka musiałaby ocenić nie tylko sam atak, lecz również prawdopodobny cel polityczny Rosji. Ograniczona odpowiedź może przywrócić odstraszanie, jeżeli Moskwa rzeczywiście testuje wiarygodność Sojuszu. Ten sam ruch może jednak pogorszyć sytuację, jeżeli rosyjskie kierownictwo interpretuje go jako początek szerszej operacji.

Droga w dół wymaga na tym etapie świadomej decyzji politycznej. Jednym z możliwych komunikatów byłoby zakulisowe przekazanie, że NATO traktuje epizod jako zamknięty pod warunkiem zaprzestania dalszych działań. Możliwość przedstawienia takiego wyniku bez publicznego upokorzenia przeciwnika nie jest oznaką słabości; może być mechanizmem bezpieczeństwa.

Poziom 4. Pierwsze bezpośrednie starcie Rosja–NATO

W pewnym momencie może dojść do pierwszego zamierzonego użycia siły przez siły rosyjskie i natowskie przeciw sobie. W języku strategicznym będzie to zasadnicza zmiana sytuacji. W języku międzynarodowego prawa humanitarnego próg może być jeszcze niższy: międzynarodowy konflikt zbrojny może powstać już w wyniku pojedynczego, przypisywalnego państwu wrogiego użycia siły przeciw drugiemu państwu. Nie jest do tego wymagana określona intensywność ani długość walk. Przypadkowe zdarzenie nie stanowi jednak automatycznie takiego konfliktu — znaczenie mają jego charakter i okoliczności.

Dla strategii ważniejsze od etykiety prawnej jest jednak pytanie, czy starcie zostanie potraktowane jako zamknięty epizod, czy początek serii działań. Jeżeli NATO wykona ograniczone uderzenie w odpowiedzi na wcześniejszy atak, rosyjskie kierownictwo musi zdecydować, czy zaakceptować zakończenie wymiany, czy odpowiedzieć ze względu na własną wiarygodność i śmierć rosyjskich żołnierzy.

Mechanizm, który wcześniej działał po stronie NATO, pojawia się teraz po stronie Rosji. Moskwa może uznać jeden kontrolowany odwet za sposób zamknięcia wymiany. NATO zobaczy jednak atak na własne siły.

X+1 jednej strony staje się w ten sposób nowym X drugiej.

Poziom 5. Rosyjski odwet na siłach NATO

Po rosyjskim odwecie i śmierci żołnierzy NATO konfrontacja ma już zupełnie inną strukturę polityczną. W tym miejscu często pojawia się publiczne uproszczenie: „NATO uruchamia artykuł 5”. W rzeczywistości artykuł 5 nie jest automatycznym przyciskiem uruchamiającym z góry określoną odpowiedź wojskową.

Traktat stanowi, że zbrojna napaść na jednego członka jest traktowana jako napaść na wszystkich, a każdy sojusznik podejmuje taką akcję, jaką uzna za konieczną, włącznie z użyciem siły zbrojnej. NATO wyjaśnia również, że obowiązek zbiorowej obrony wymaga wystąpienia zbrojnej napaści oraz prośby lub zgody zaatakowanego państwa na wspólne działanie. Rodzaj pomocy nie musi być identyczny w każdym państwie.

Decyzje NATO podejmowane są przez konsensus, bez głosowania większościowego. Nie oznacza to jednak, że procedura musi być powolna: struktury Sojuszu są przygotowane do działania pod silną presją czasu. Użycie wspólnych sił NATO wymaga politycznej autoryzacji Rady Północnoatlantyckiej.

Jedyny dotychczas przypadek zastosowania artykułu 5 — po zamachach z 11 września 2001 roku — pokazuje proces, ale nie pozwala przewidywać tempa reakcji na jawny atak państwowy. 12 września Sojusz uznał, że artykuł 5 będzie miał zastosowanie, jeżeli zostanie ustalone, że atak został skierowany z zagranicy. Po przedstawieniu informacji potwierdzających ten warunek NATO uznało go za spełniony, a 4 października sojusznicy uzgodnili osiem konkretnych środków wsparcia Stanów Zjednoczonych, obejmujących między innymi wymianę danych wywiadowczych, dostęp do portów i lotnisk oraz wykorzystanie samolotów AWACS.

W kryzysie rosyjsko-natowskim sam proces decyzyjny stałby się częścią kryzysu. Moskwa obserwowałaby rozmieszczenie sił, publiczne deklaracje i stopień jedności Sojuszu. NATO jednocześnie interpretowałoby rosyjskie ruchy. Opóźnienie wynikające z konsultacji mogłoby zostać błędnie odczytane jako brak woli działania; szybkie przemieszczenie sił — jako dowód, że większa operacja została już zdecydowana.

Jeżeli po jednym odwecie obie strony chcą się zatrzymać, potrzebują nie tylko pauzy, ale również pewności, że druga strona rozumie ją w podobny sposób. W przeciwnym razie przygotowania awaryjne jednej strony mogą zostać odczytane przez drugą jako przygotowanie następnego ataku.

Na tym poziomie deeskalacja sama staje się operacją wymagającą koordynacji.

Poziom 6. Ograniczona wojna konwencjonalna

Jeżeli wzajemne uderzenia trwają, mamy już realną wojnę konwencjonalną Rosji z państwami NATO, nawet jeśli obie strony próbują ograniczyć jej geografię, cele i używane środki.

Problem polega na tym, że ograniczenia przyjęte przez jedną stronę nie muszą być widoczne dla drugiej. NATO może uznać określony rosyjski radar, stanowisko dowodzenia albo system obrony powietrznej za konieczny cel konwencjonalnej operacji. Rosyjskie kierownictwo może oceniać ten sam system również pod kątem jego znaczenia dla strategicznego odstraszania.

Współczesne systemy dowodzenia, rozpoznania i uzbrojenia nie zawsze dzielą się czysto na „konwencjonalne” i „nuklearne”. Uderzenie wykonane z myślą o poprawieniu sytuacji na konwencjonalnym polu walki może więc zostać zinterpretowane jako osłabianie zdolności do strategicznego odwetu.

Ograniczona wojna nie musi automatycznie stać się wojną nieograniczoną. Strony mogą komunikować — publicznie lub zakulisowo — ograniczenia dotyczące celów, geografii i środków. Takie samoograniczenie działa jednak tylko wtedy, gdy przeciwnik potrafi je rozpoznać i uważa za wiarygodne.

Poziom 7. Sygnalizacja nuklearna

Wraz z pogarszaniem się sytuacji Rosja może zwiększać rolę sygnalizacji nuklearnej: poprzez retorykę, ćwiczenia, zmiany rozmieszczenia sił albo podnoszenie ich gotowości.

W listopadzie 2024 roku prezydent Rosji Władimir Putin zatwierdził zmienione „Podstawy polityki państwowej Federacji Rosyjskiej w dziedzinie odstraszania nuklearnego”. Dokument rozszerzył deklarowane okoliczności możliwego użycia broni jądrowej. W wersji z 2020 roku jednym z warunków było konwencjonalne zagrożenie dla „samego istnienia państwa”; wersja z 2024 roku mówi również o konwencjonalnej agresji przeciw Rosji lub Białorusi stwarzającej „krytyczne zagrożenie” dla ich suwerenności lub integralności terytorialnej. Ostateczna decyzja o użyciu broni nuklearnej pozostaje decyzją prezydenta Rosji — doktryna nie jest automatycznym algorytmem.
Żródło: Kremlin: Revised nuclear-deterrence policy, 2024

Dla NATO powstaje trudny problem interpretacyjny. Jeżeli każda rosyjska groźba nuklearna automatycznie zatrzymuje działania Sojuszu, groźba staje się skutecznym narzędziem wymuszania. Jeżeli każda zostanie uznana za blef, można przeoczyć rzeczywistą zmianę gotowości.

Dlatego istotne staje się obserwowanie zbieżności sygnałów: zmian rozmieszczenia, systemów dowodzenia, gotowości, charakteru komunikacji i zachowania różnych elementów rosyjskich sił. Sam pojedynczy komunikat polityczny nie wystarcza do stwierdzenia, że przygotowywane jest użycie broni nuklearnej.

Deeskalacja wymaga na tym poziomie komunikatu bardziej złożonego niż „nic się nie stanie”. Jedna strona może jednocześnie ostrzegać, że użycie broni jądrowej spowoduje poważne konsekwencje, i sygnalizować, że jej nieużycie pozostawia możliwość ograniczenia konfliktu.

Poziom 8. Rozszerzona wojna konwencjonalna

Konflikt obejmuje coraz więcej sił, państw, obszarów i celów, a wymiar nuklearny jest już jawnie obecny w planowaniu obu stron. W odróżnieniu od wcześniejszej ograniczonej wojny każde większe działanie musi być oceniane również pod kątem tego, czy przeciwnik może uznać je za zagrożenie dla strategicznych zdolności albo przetrwania państwa.

Najważniejszym zasobem zaczyna być czas. Rozpoznanie może wykryć przemieszczenie systemu, ale nie jego intencję. Podniesienie gotowości nie mówi samo w sobie, do czego ma zostać wykorzystana. System podwójnego przeznaczenia może uczestniczyć zarówno w operacji konwencjonalnej, jak i strategicznej.

Czekanie na pełną pewność ma więc koszt, jeżeli atak rzeczywiście jest przygotowywany. Reagowanie przed uzyskaniem pewności ma koszt, jeżeli nie jest.

To ten sam problem, który w 1962 roku pojawiał się w znacznie prostszym technologicznie otoczeniu: strony nie muszą mieć błędnych danych. Wystarczy, że prawidłowe dane nie odpowiadają na najważniejsze pytanie — co przeciwnik zamierza zrobić dalej?

Poziom 9. Kryzys strategiczny

Na tym poziomie analogia z Kubą staje się użyteczna nie dlatego, że sytuacja militarna byłaby identyczna, lecz dlatego, że podobna staje się struktura problemu decyzyjnego. Obie strony posiadają możliwość zadania katastrofalnych strat, działają przy niepełnej informacji i muszą interpretować ruchy przeciwnika pod presją czasu.

Działanie zwiększające własne bezpieczeństwo może zmniejszać poczucie bezpieczeństwa po drugiej stronie. Rozproszenie sił zwiększa ich szanse przetrwania, ale może wyglądać jak przygotowanie do ataku. Podniesienie gotowości skraca czas własnej reakcji, ale jednocześnie skraca czas, jaki przeciwnik uważa, że ma na podjęcie decyzji.

Na tym poziomie przejście do następnego szczebla nie musi już wymagać nowego ataku. Może wystarczyć interpretacja informacji sugerującej, że atak jest bliski. Informacja może być prawdziwa, częściowo prawdziwa albo błędna, ale decyzja może być wymagana wcześniej, niż będzie można rozstrzygnąć tę różnicę.

Droga w dół nadal istnieje: bezpośrednie rozmowy przywódców, zakulisowy kompromis, wzajemna pauza, wycofanie określonych systemów, działania możliwe do zweryfikowania. Każdy taki mechanizm musi jednak odpowiadać na dwa pytania: czy przeciwnik rozpozna nasze zatrzymanie jako zatrzymanie oraz czy wiemy, co zrobi, jeżeli my się zatrzymamy.

Poziom 10. Dwie drogi

Jedna droga prowadzi w dół. Przywódcy obu stron uznają, że dalsze korzyści wojskowe lub polityczne nie są warte rosnącego ryzyka katastrofy. Powstaje formalne albo nieformalne porozumienie, pauza, wycofanie części sił lub mechanizm kontroli. Nie oznacza to rozwiązania wszystkich przyczyn konfliktu. Rosja i NATO mogą pozostać przeciwnikami, a wojna w Ukrainie wymagać osobnego rozwiązania.

Druga droga prowadzi dalej. Jedna ze stron uznaje, że nie może już bezpiecznie czekać. Dochodzi do użycia broni nuklearnej albo działania interpretowanego jako początek strategicznego ataku, a druga strona musi podjąć decyzję już po przełamaniu nuklearnego tabu.

W tym miejscu szczegółowy scenariusz THRESHOLD powinien się kończyć. Im dalej próbujemy opisywać hipotetyczną wymianę nuklearną jako kolejne przewidywalne szczeble, tym bardziej tworzymy fałszywe wrażenie, że znamy przebieg systemu, którego zasadniczą cechą jest gwałtowna utrata przewidywalności.

Najważniejsze informacje znajdują się wcześniej.

Drabina, czyli nie tylko w górę i w dół

Poziomy od 0 do 9 opisują rosnącą intensywność konfrontacji, ale równocześnie zmienia się coś jeszcze: swoboda podejmowania decyzji.

Na niższych poziomach istnieje wiele sposobów odpowiedzi. Wraz z pojawieniem się ofiar, wcześniejszych deklaracji, zobowiązań sojuszniczych, planów wojskowych, presji czasu i sygnalizacji nuklearnej część możliwości staje się politycznie, wojskowo albo czasowo trudniejsza do wykorzystania.

Nie oznacza to, że każdy wyższy szczebel automatycznie utrudnia deeskalację. Jasno ograniczona odpowiedź może przywrócić wcześniej naruszoną granicę. Nowy kanał komunikacji może zmniejszyć ryzyko błędnej interpretacji. Zakulisowe porozumienie może stworzyć drogę odwrotu, której nie było przed eskalacją.

Dlatego obok pytania „na którym szczeblu jesteśmy?” THRESHOLD powinien zadawać drugie: „ile dróg prowadzących w dół nadal pozostaje otwartych?”

Nie musi to jeszcze oznaczać drugiego indeksu liczbowego. Ważniejsza jest ocena jakościowa: czy strony mogą po prostu zaprzestać działania; czy potrzebują wzajemnego porozumienia; czy siły mogą się bezpiecznie wycofać; czy działają kanały komunikacji; czy czerwone linie są zrozumiałe; czy istnieje rozwiązanie pozwalające obu stronom uniknąć publicznego upokorzenia; i czy pozostaje wystarczająco dużo czasu, aby z tych możliwości skorzystać.

To właśnie jest przestrzeń deeskalacji.

Problem termostatu

Strategię stopniowego zwiększania presji można porównać do próby regulowania temperatury przy pomocy bardzo niedokładnego termostatu. Rosyjska koncepcja zarządzania eskalacją zakłada możliwość kalibrowania kosztu w sposób skłaniający przeciwnika do zmiany zachowania. CNA wskazuje właśnie na takie znaczenie stopniowanego zadawania kosztów w rosyjskiej myśli strategicznej.
Żródło: CNA: Russian Strategy for Escalation Management

Problemem nie jest jednak wyłącznie wybór właściwej dawki presji. Problemem jest jakość informacji zwrotnej.

Przeciwnik może celowo ukrywać swoją czerwoną linię. Może sam nie wiedzieć, gdzie ona przebiega. Śmierć ludzi może w ciągu kilku godzin zmienić politycznie możliwy zakres reakcji. Koalicja państw może odpowiedzieć inaczej, niż przewidywał rosyjski model decyzyjny. To, co miało być precyzyjnie skalibrowanym sygnałem, może zostać odczytane jako przygotowanie do kolejnego działania.

Do tego dochodzi rosyjski system podejmowania decyzji. Nie należy redukować go do karykatury, w której Putin osobiście wydaje każdy rozkaz. Rosja posiada rozbudowane instytucje państwowe, wojskowe i wywiadowcze. Jednocześnie analizy rosyjskiego systemu politycznego wskazują na silną personalizację najważniejszych decyzji strategicznych i ograniczanie autonomii innych ośrodków władzy. Nie mamy podstaw, aby twierdzić, jakie dokładnie informacje Putin otrzyma podczas przyszłego kryzysu, ale jakość i selekcja informacji docierających do najwyższego szczebla są uzasadnioną zmienną ryzyka.

NATO ma odmienny problem. Większa liczba uczestników może dostarczać więcej niezależnych źródeł informacji i więcej możliwości zakwestionowania błędnej oceny. Jednocześnie decyzja musi zostać skoordynowana pomiędzy wieloma państwami.

W obu systemach istnieje jednak ta sama fundamentalna trudność: odpowiedź na pytanie, czy przekroczyliśmy rzeczywistą granicę przeciwnika, może stać się całkowicie jasna dopiero po jej przekroczeniu.

Lustro odstraszania

Odstraszanie NATO wymaga, aby Rosja uważała przekroczenie określonych granic za kosztowne. Jednocześnie Sojusz chce unikać niepotrzebnej eskalacji. Te dwa cele nie zawsze dają się realizować za pomocą tego samego sygnału.

Jeżeli reakcja jest zbyt słaba, rosyjscy decydenci mogą dojść do wniosku, że podobne działanie można powtórzyć. Jeżeli jest zbyt silna, mogą uznać, że NATO zamierza wykorzystać incydent do znacznie szerszej konfrontacji.

Lustro odstraszania

Nie istnieje przy tym jedna formalna linia oddzielająca „pokój” od „wojny NATO”. Artykuł 4 służy konsultacjom. Artykuł 5 dotyczy zbiorowej obrony po zbrojnej napaści, ale nie określa jednego automatycznego rodzaju odpowiedzi. Państwa mogą również podejmować działania narodowe, bilateralne albo koalicyjne. Decyzje NATO wymagają konsensusu, lecz sam konsensus może zostać osiągnięty szybko.

Daje to elastyczność, ale zwiększa również liczbę możliwych interpretacji po stronie przeciwnika.

Efekt motyla

Kolejny etap kryzysu nie jest rozgrywany w tych samych warunkach co poprzedni. Po pojawieniu się ofiar rządy reagują nie tylko na przeciwnika, lecz także na własne społeczeństwa, parlamenty, wojsko, sojuszników i wcześniejsze publiczne deklaracje.

Dlatego działanie, które przed kryzysem byłoby politycznie nieakceptowalne, po X+2 może zostać uznane za minimalną konieczną odpowiedź. Z kolei działanie, które wcześniej wystarczyłoby do uspokojenia sytuacji, po śmierci ludzi może zostać uznane za niewystarczające.

Równocześnie zmienia się struktura wojskowa kryzysu. Siły są bardziej gotowe, częściej przemieszczone do przodu, procedury szybsze, a dowódcy przygotowani na scenariusze, które wcześniej były jedynie wariantami planistycznymi. Czas na interpretację następnego zdarzenia może się więc skracać dokładnie wtedy, gdy jego konsekwencje stają się większe.

Efekt motyla

Wojna może w takim sensie zostać wytworzona przez proces. Nie dlatego, że proces posiada własną wolę, ale dlatego, że wcześniejsze decyzje zmieniają zestaw późniejszych możliwości.

Dobrymi intencjami nie zatrzymuje się bomb

Określenie „wojna, której nikt nie chciał” wymaga doprecyzowania. Nie musi oznaczać wojny rozpoczętej przez przypadek — fałszywy alarm, awarię systemu czy pojedynczego człowieka naciskającego niewłaściwy przycisk. Znacznie bardziej interesujący z punktu widzenia eskalacji jest scenariusz, w którym do wojny prowadzi seria świadomych decyzji, choć rozpoczęcie wojny nie było początkowym celem żadnej ze stron.

Po pierwszym incydencie obie strony mogą nadal chcieć uniknąć konfliktu, a jednocześnie uznać jakąś formę odpowiedzi za konieczną. Jeżeli kolejne działanie przynosi ofiary, zmienia się zarówno sytuacja militarna, jak i polityczny koszt powściągliwości. Podniesienie gotowości staje się wtedy odpowiedzialnym zabezpieczeniem przed możliwością następnego ataku. Dla przeciwnika ta sama zmiana może wyglądać jak przygotowanie zdolności do jego przeprowadzenia.

Kolejne decyzje są więc podejmowane już w innych warunkach niż pierwsza. Zmieniają się dostępne informacje, rozmieszczenie sił, presja czasu, oczekiwania sojuszników, opinia publiczna i ocena tego, co przeciwnik zrobi, jeśli nie spotka się z odpowiedzią.

W pewnym momencie przywódca może całkowicie świadomie zdecydować o użyciu większej siły nie dlatego, że od początku dążył do wojny, lecz dlatego, że w sytuacji ukształtowanej przez wcześniejsze działania alternatywy zaczynają wydawać się jeszcze bardziej niebezpieczne.

Kryzys kubański pokazuje właśnie ten problem. Kennedy i Chruszczow mieli silne powody, aby uniknąć wojny nuklearnej i ostatecznie podejmowali decyzje zmierzające do jej uniknięcia. Ich preferencje nie eliminowały jednak ryzyka tworzonego przez niepełną informację, działania podległych sił, presję polityczną i możliwość błędnej interpretacji zachowania przeciwnika. Chęć uniknięcia wojny była więc warunkiem niezwykle ważnym, ale sama w sobie nie gwarantowała kontroli nad kryzysem.
Żródło: US Department of State: The Cuban Missile Crisis

...tylko nie pytaj, jak wysoko jesteśmy

Z punktu widzenia metodologii THRESHOLD oznacza to, że sama intensywność rosyjskich działań nie wystarcza do oceny ryzyka eskalacji. Równie ważne jest obserwowanie, czy zmniejsza się zdolność uczestników kryzysu do kontrolowania jego dalszego przebiegu.

Powinniśmy więc śledzić nie tylko częstotliwość i powagę incydentów, ale również ich tempo, geograficzną bliskość sił, poziom gotowości, czas dostępny na decyzję, jakość informacji, działanie kanałów komunikacji, pojawienie się ofiar oraz odwracalność kolejnych działań.

Odwracalność jest szczególnie ważna. Przesunięcie eskadry samolotów można cofnąć stosunkowo łatwo. Publiczne ultimatum trudniej wycofać bez kosztu politycznego. Śmierci ludzi nie da się odwrócić. Użycia broni nuklearnej nie można później przedefiniować jako zwykłego sygnału.

Dlatego wysokość na drabinie jest tylko jedną częścią obrazu. Druga dotyczy tego, czy nadal istnieje droga w dół i ile decyzji trzeba podjąć wspólnie z przeciwnikiem, żeby z niej skorzystać.

Kuba: pokój z wojną na stole

Tajne porozumienie dotyczące Jupiterów pokazuje jeszcze jeden problem związany z obserwowaniem kryzysów z zewnątrz. Publiczny rezultat może nie odzwierciedlać całego procesu negocjacyjnego. To, co opinii publicznej wygląda na jednostronne ustępstwo, może być częścią szerszej wymiany, której elementów nie można w danym momencie ujawnić bez politycznego uniemożliwienia kompromisu.
Żródło: US Department of State: The Cuban Missile Crisis

Znaczenie tej historii nie sprowadza się więc do rozstrzygnięcia, kto „wygrał” kryzys kubański. Pokazuje ona raczej zestaw warunków potrzebnych do przerwania eskalacji. Sama wola uniknięcia wojny nie wystarcza. Decydenci potrzebują wystarczająco dobrej informacji, czasu na jej ocenę, działających kanałów komunikacji oraz rozwiązania politycznego, które pozwala drugiej stronie również uznać zatrzymanie eskalacji za możliwe do zaakceptowania.

Właśnie w tym sensie THRESHOLD wykorzystuje model X → X+1 → X+2. Nie jest on prognozą sekwencji przyszłych wydarzeń i nie zakłada, że jeden incydent nieuchronnie prowadzi do następnego. Jego zadaniem jest pokazanie, w jaki sposób każde wydarzenie zmienia warunki podejmowania kolejnej decyzji.

Po X może zmienić się rozmieszczenie wojsk, poziom gotowości, sposób interpretowania zachowania przeciwnika, polityczny koszt braku odpowiedzi albo czas dostępny na jej przygotowanie. X+1 jest więc wybierane w innych warunkach niż X. Jeżeli proces trwa dalej, kolejne działania mogą jednocześnie zwiększać stawkę i ograniczać liczbę bezpiecznych, politycznie możliwych oraz wzajemnie zrozumiałych sposobów jego zatrzymania.

Dlatego pytanie „czy Putin chce wojny z NATO?” pozostaje istotne, ale nie opisuje całego ryzyka. Wojna może stać się możliwa również wtedy, gdy rosyjskie i natowskie kierownictwo nadal wolałyby jej uniknąć, lecz wcześniejsze decyzje zmieniły sytuację na tyle, że dalsza powściągliwość zaczyna być przez jedną lub obie strony postrzegana jako bardziej niebezpieczna niż kolejny krok eskalacyjny.

Dla oceny ryzyka równie ważne jak intencje staje się więc pytanie o kontrolę nad procesem: ile czasu mają decydenci, jak dobre informacje otrzymują, jakie działania zostały już politycznie lub wojskowo zobowiązane, czy strony potrafią komunikować swoje granice i ile realnych dróg deeskalacji pozostaje jeszcze otwartych.

Kryzys kubański nie dowodzi, że podobny proces musi zakończyć się wojną. Pokazuje coś bardziej użytecznego dla współczesnej analizy: nawet przywódcy zdecydowani uniknąć katastrofalnego konfliktu mogą stworzyć sytuację, w której możliwość jego uniknięcia zależy już nie tylko od ich intencji, lecz również od informacji, czasu, zachowania podległych im struktur i reakcji przeciwnika.

Dlatego eskalację warto obserwować nie dopiero wtedy, gdy zaczyna przypominać wojnę, lecz wtedy, gdy zaczyna ograniczać możliwości jej uniknięcia.

Czytaj dalej

Powiązane analizy

Czy będzie wojna Rosji z NATO?

Czy dzisiejsze działania Rosji przybliżają nas do wojny z NATO? Przed inwazją na Ukrainę świat znał znaczną część rosyjskich przygotowań, a mimo to do ostatnich dni spierał się o zamiary Kremla. Sprawdzamy, jak jest dziś i czy wojna NATO - Rosja faktycznie jest nieuchronna.

Aktualna ocena

Na żywo
2.4
stabilnie

Ofiary lub poważne naruszenia terytorium NATO

Czas oceny

Pełna bieżąca ocena